Piszę jak jest, o tym co już było – ACE

Otwieram czasami „Bajki, klechdy i baśnie” polskiej literatury growej, czyli w tym przypadku „100 gier na trzy komputery”. Historie miejscami powymyślane, platformy pomylone, język prosty, ale będący jednocześnie przelanym na papier zeitgeistem. Coś pięknego.

100gier

Źródło: Bluki

Pierwsza z wymienionych gier w książce to ACE. Dzisiaj mając do dyspozycji zasoby globalnej wiedzy/śmietnika wiemy, ze gra jest zwana dokładnie ACE: Air Combat Emulator. Tytuł z czasów, gdy nie dostawało się w twarz za nazwanie symulatora lotu emulatorem, czyli także z tych, gdy pisownia 3-D nikogo nie wzruszała.

Odpalam. Zapoznaję się z punktowaniem za przeciwników. Najlepiej walić w okręty wojenne, bo za pięć stów. Przyjąłem.

Niech będzie lato i mieszany dobór uzbrojenia. Obsługa lotniska radzi, że jak widzę świat na zielono to powinienem wybrać zimę jako porę roku. Odpowiadam pukaniem się w głowę.

felix

Pojawia się na ekranie typowy przedstawiciel 8-bitowych symulatorów. Jest sztuczny horyzont, jest wysokość, jest prędkość i przede wszystkim ustalona przez samego boga linia rozdzielająca niebo od ziemi. W nią będę najwięcej się wpatrywać, aby za wcześnie nie odbyć podróży w zaświaty.

W moim wieku trzeba mieć trochę godności, nie mam zamiaru przelatywać całej klawiatury jak wyszkolony pianista, aby znaleźć, gdzie podkręcanie silników, a gdzie chowanie podwozia. Globalny śmietnik wypluwa oryginalną instrukcję i startujemy.

Ustawiam kurs. Mapa. Uczę się przełączania broni. Mapa. Strzelam dla wiwatu. Mapa. Zbliżam się do pierwszych celów. Mapa. Mapa wraca jak STOP w starych telegramach czy kropka w kodzie Morse’a.

map

Wyraźnie czuć, że to opowieść o ludzkich dramatach. Pilot jest chory na Parkinsona, drążek drga w jego dłoniach niczym młot pneumatyczny. Sprytne, ponieważ twórcy ani słowem nie zająknęli się o jego niedyspozycji, pozostawiając nam odkrycie tego faktu w naszych… rękach.

Poczucie tragedii jest bezpośrednie. Rakiety lecą z zabawnym jękiem, niestety za każdym razem panu bogu w okno. Cele mijane na ziemi uchylają się bez wysiłku. Parkinson bowiem to nie żarty, co chwila to doświadczam i odczuwam.

Dzieje się jednak coś nowego. Nadlatują wrogie maszyny. Rozpoczynają się wzajemne łowy.

airplane-robert-hays-ted-striker-sweating-profusely-1

Jeżeli prawdą jest, że cierpliwość uszlachetnia to dostaję przynajmniej tytuł hrabiowski. Pociski rakietowe uznaję za motyw szpiegowski w tej grze, czyli stałem się ofiarą przemysłowego sabotażu. Pozostaje przełączyć się na działko pokładowe.

Taaaajest. Trafiam. Jeden samolot zniszczony. 150 punktów. Amerykańskich podatników kosztowało to pewnie dziesiątki milionów dolarów, bo aby to zrealizować pozbyłem się wszystkich rakiet i połowy zasobnika działka.

mission

Te wydarzenie uznaję autorytatywnie za spełnienie mojej misji. Lotnisko sojusznicze za daleko, samolot do tankowania za wysoko. Zresztą bądźmy szczerzy, poważna choroba pilota i tak nie pozwoli na takie ekscesy.

Co ciekawe mapa pokazuje, że w trakcie mojego zaangażowania wrogi front przesunął się daleko w głąb naszego terytorium. Takie rzeczy w 1985 roku są pamiętane przez graczy później przez dekady. Zapewne.

Cóż, pozostaje przechylić dziób w dół i przyśpieszyć. Nie będę tracił reszty życia na tłumaczenie się przed gryzipiórkami ile wystrzeliłem dolarów i dlaczego tak mało zniszczyłem barek, wozów z owsem i szybowców napastnika. Bohaterów się nie sądzi. A już szczególnie tych martwych.

hqdefault

Koniec. No prawie. Bowiem to te czasy, gdy napis na nagrobku używano wymiennie z tabelą najlepszych wyników.


  • https://twitter.com/nogorg grogon

    Ta gra, jak gra ale ta książka! Jestem ekonomiczny w określaniu rzeczy mianem ‚kultowych’ ale „100 Gier Na Trzy Komputery” u mnie na nie zasłużyła. Przy tytułach, których dostępny opis fabularny ograniczał się do zwięzłego ‚idzie ludzik i strzela’ wiele tytułów dzięki niej zyskiwało w zupełnie nową warstwę, a wręcz głębię. Lekkie rozczarowanie pojawiało się, gdy omawiane tam gry nie dotrzymywały kroku książkowemu opisowi ale w zasadzie to nie był wielki problem, bo można było kartkować dalej czytając o innych, niedostępnych akurat tytułach, posiadających głębsze przesłanie lub motyw przewodni niż skakanie albo strzelanie. Wyobraźnia tak czy inaczej była w tamtych czasach wpisana w wymagania minimalne do grania.

    • http://www.bigdaddyscreations.com Pancho

      Dokładnie, czyta się nawet nieźle i dzisiaj. Jak potrzebujesz skan to krąży w necie i mogę podrzucić.

      • https://twitter.com/nogorg grogon

        Dzięki ale na szczęście mój egzemplarz się jakoś uchował, choć w nieco gorszym stanie niż ten ze zdjęcia :)