OUYA – rynek rzecze „nie”, muzeum jęczy „o tak!”

Przedzierając się przez historię sprzętu dedykowanego grom wideo można dostrzec, że sukces na rynku sprowadza do schematu kuli śnieżnej. Developerzy ciekawymi tytułami napędzają graczy do zakupów, a ci kupując gry napędzają developerów do projektowania ciekawych tytułów. I tak dalej, i tak dalej. Jeżeli, któregoś zabranie przez dłuższy czas to zwykle kończy się fiaskiem. Oczywiście jest to błędne koło, bo na początku zwykle kogoś brakuje i od właściciela platformy zależy ile posypać i gdzie posypać, aby zaczęło kiełkować. W przypadku OUYA, pomimo buńczucznych haseł właścicielom platformy nie wystarczyło nawozu i sensownego planu – wyrósł tylko dziki trawnik z dala od głównej drogi.

Taki mały, taki młody, może retro być

Nie zmienia to faktu, że choć nie udało się wskoczyć na takie wózki jak aktualne trendy, rewolucja technologiczna i sukces komercyjny, to OUYA w obrębie architektury okazała się całkiem przemyślanym dynksem. Mały rozmiar, relatywnie mocny procesor Tegra 3, elastyczny Android skrojony na konsolową modłę, standardowe złącza HDMI/USB/Ethernet, komunikacja Bluetooth/WiFi, pady wzorowane na ideał z X360 (ale także współpraca z padami od X360 i PS3). Wszystko to spowodowało, że sprzęt wpadł pod lupę sceny retro. Do oficjalnego sklepu zawitały liczne emulatory konsol i mikrokomputerów, będące często odpowiednio spreparowanymi wersjami z czystego Androida na wersję dedykowaną OUYA. Przenośne retrogranie w postaci smartfona, tabletu, Raspberry Pi czy bardziej zaawansowanych rozwiązań opartych o FPGA, jak na przykład MiST, doczekało się ciekawego konkurenta.

ouya_sticker

Klimatyczna naklejka fana retro (zdjęcie: xerokills)

Mobilnie, ale z telewizorem

Przyznam się, że w swym pościgu za pogłębianiem wiedzy na temat historii gier wideo wyraźnie brakowało mi narzędzia w postaci przenośnej platformy. Z jednej strony zainwestowałem w bezpośrednie wrażenia za pomocą prawdziwego sprzętu, z którego nader często korzystam. Z drugiej strony zawsze pod ręką był pecet z przebogatymi możliwościami emulacji. Jednak wciąż brakowało tego czegoś. Na wakacje. Na działkę. Na szybkie i wygodne skakanie po kilkunastu tytułach w obrębie wielu platform, gdy taki Retro Gamer trzaśnie choćby wielki artykuł o historii shoot’em up. Czegoś minimalistyczne i mobilnego.

I wtedy dobrzy ludzie z facebookowej grupy Secret Level polecili OUYA. Coś, co rozwiąże powyższe dylematy. Przyznam się, że nie łgali ani jednym słowem.

ouya

OUYA z padem w całej okazałości. Co ciekawe oryginalny kontroler posiada też w sobie touchpad niczym DualShock 4 czy PS Vita.

Nieoszlifowany diament?

To co od razu uderza przy kontakcie z OUYA w obrębie retro to prostota i komfort. Sporą ilość emulatorów instalujemy bezpośrednio ze sklepu, nie wydając w przeważającej większości sytuacji ani złotówki. Możemy sobie teraz z każdego z emulatorów odpalać wrzucone ROMy za pomocą standardowego, trywialnego interfejsu, do którego wystarcza pad. Aby zarządzanie naszymi platformami jeszcze uprościć mamy do dyspozycji specjalną aplikację Nostalgia, która kosztuje dramatycznego 1 dolca. Jest ona front-endem na pozostałe emulatory, czyli mówiąc po ludzku dostarcza nam przejrzystą witrynę, z której sobie odpalamy gry z dawnych czasów niczym ze współczesnego PlayStation, Wii U czy Xboxa. Wszystko dzięki temu, że Nostalgia pozwala ze swoich serwerów dociągnąć oryginalne okładki do gier.

OUYA NES

Nostalgia pozwala zarządzać platformami w jednym miejscu i dociąga do części gier okładki oraz krótkie opisy.

Co jednak jest najbardziej istotne w tych emulatorach to fakt, że wszystko jest świetnie skonfigurowane. Pady domyślnie mają takie ustawienia jak powinny mieć, nie trzeba nic kombinować, co najwyżej dodajemy sobie bajery w postaci odpalania funkcji specjalnych pod konkretnymi przyciskami. Mamy klimatyczne filtry dla grafiki, czyli w moim przypadku obowiązkowe Scanlines. I co najbardziej cieszy, gdy już nam bliżej niż dalej do grobowej deski, to błyskawiczny Load/Save.

Wszystko dziecinnie proste.

OUYA Virtual Boy

OUYA próbuje dostarczyć nam wrażeń ze współpracy nawet z czymś tak egzotycznym jak Nintendo Virtual Boy

Skazy

Są urządzenia dobre, bardzo dobre, ale nie ma idealnych, zawsze czegoś brakuje. Pomimo, że chwaliłem architekturę OUYA ma ona swoje braki. Walka o minimalizowanie jej wielkości i kosztów spowodowało, że trzeba było iść na kompromisy. Jedno USB (drugie micro USB służy przede wszystkim do współpracy z PC), do tego w wersji 2.0, w dzisiejszych czasach nie jest sexy. Co prawda OUYA współpracuje z USB hubem, ale niezbyt szybkiego transferu już nie przeskoczymy. Szczególnie, że wbudowana w urządzenie pamięć flash (niewymienialna) posiada tylko 8GB i wkrótce będziemy skazani na zewnętrzny dysk lub pendrive’a (przede wszystkim na FAT32, bo NTFS bez rootowania systemu nie zostanie rozpoznany).

Większość emulatorów konsol działa bardzo sprawnie, tak do epoki PSX, a nawet Dreamcasta. Gorzej sprawa wygląda z emulatorami mikrokomputerów. O ile jeszcze znajdziemy bez problemu emulator Commodore 64, który jest dedykowany OUYA i działa naprawdę zacnie, o tyle później jest coraz gorzej i trzeba się napracować. Fani Amigi, ZX Spectrum, Amstrada czy Atari XL/XE nie napotkają wspominanego wcześniej komfortu, czyli install & play. Tutaj już trzeba walczyć ze zwykłymi androidowymi emulatorami, z których niektóre działają lepiej, inne gorzej.

OUYA ZX

Tutaj przewrotny przykład, gdy oryginalny ZX Spectrum z czytnikiem kart to znacznie lepszy pomysł. OUYA + pad + USB hub + dysk z ROMami + klawiatura + przejściówka USB na kultowy joystick Python 1M i mamy „prawie” emulowane ZX Spectrum.

Polecam, Michał Żebrowski Marek Pańczyk

Po tygodniowej zabawie z OUYA przeszły mnie refleksje tak straszliwe, że nie jeden kolekcjoner starego sprzętu spojrzałby na mnie jak na ostatniego zdrajcę: „A może sprzedać parę konsol? Po co mi one teraz?” Na szczęście przegoniłem te czarne myśli. Co nie oznacza, że nie obyło się bez zarażenie chęcią do posiadania OUYA kogoś innego. Mój brat po tygodniowym działkowaniu z NESem, MAME’em i Neo Geo w pewnym momencie nagle wstał z miejsca, obudził tablet, skierował się na jedną z aukcji w wysokości 160zł i kliknął na Kup Teraz. Trzymajcie się więc na baczności – ujozaraza zbiera żniwo!

# # #

  • Gucek

    160?!? chyba za pada..

    • http://www.bigdaddyscreations.com Pancho

      Gdzie
      tam, konsola z jednym padem. Ostatnie
      2 tygodnie obserwowałem Allegro pod kątem OUYA. W tym czasie były
      dwa egzemplarze za 134zł (Kup teraz). Był egzemplarz za 160zł (Kup
      teraz). Poszedł egzemplarz za bodajże 142,50zł w licytacji.
      Oczywiście każda taka aukcja nie stoi zbyt długo, więc trzeba
      trzymać rękę na pulsie. Mowa oczywiście o egzemplarzach lekko
      używanych albo powystawowych (najprawdopodobniej).